Decyzję o nowych zasadach przetargów podjął dyrektor generalny Lasów Państwowych Marian Pigan. Zgodził się na nie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który ostro oceniał obowiązujące zasady handlu surowcem pochodzącym z państwowych lasów. Przypomnijmy, że na początku 2009 roku Urząd ukarał LP za praktyki monopolistyczne. Nałożył na nie 1,5 mln zł kary i nakazał, by zwiększyły z 20 do 30% pulę drewna ogólnodostępnego. Taki podział obowiązywał w tym roku. W przyszłym roku przedsiębiorcy, którzy nie mają tzw. historii zakupów, będą mogli kupić połowę dostępnej puli surowca. Takie rozwiązanie nie podoba się dużym firmom zrzeszonym m.in. w Polskiej Izbie Gospodarczej Przemysłu Drzewnego.
„Wybroniliśmy się przed powszechnym systemem e-drewno w 2010 roku, ale nie uniknęliśmy pogorszenia przez LP warunków zakupu drewna w stosunku do tegorocznych”– ocenia PIGPD.
„Stwierdzamy jasno, że ta propozycja niedopracowanych rozwiązań to był – obojętnie: zamierzony czy nie – prezent dla tego skrzydła leśników, które od paru lat wszelkimi sposobami walczy, aby sprzedaż drewna prowadzona była wyłącznie przez otwarte i anonimowe aukcje internetowe, na których to oni będą ustalać ceny minimalne i sterować podażą” – pisze w komunikacie PIGPD. „Nie obchodzi ich to, że system ten natychmiast zahamuje rozwój polskiego przemysłu, a polskie drewno łatwo wykupią – nawet przepłacając – spekulanci i koncerny zagraniczne, po to tylko, aby zniszczyć polską konkurencję”.
Przedsiębiorcy obawiają się, że nowy podział nie gwarantuje stabilności dostaw, a jednym z jego efektów mogą być podwyżki cen drewna. Ich niepokój budzi również ekspansja na polski rynek zagranicznych firm, które już w tym roku wykupiły sporą część surowca.
Na listopadowych przetargach ceny niektórych asortymentów wzrosły nawet o ponad 100%. Bogdan Czemko, dyrektor PIGPD twierdzi, że jest to efekt spekulacji europejskich koncernów działających w branży drzewnej, które w ten sposób chcą się pozbyć polskiej konkurencji.
Te nastroje stara się tonować rzeczniczka Lasów Państwowych Anna Malinowska. Twierdzi, że zagraniczne firmy stanowią najwyżej 10% klientów na otwartych przetargach i kupują stosunkowo niewielki wolumen. Zapewnia jednocześnie, że prawdziwa konkurencja rozgrywa się między krajowymi firmami, które obawiają się mniejszego dostępu do surowca w przyszłym roku.